Wszystkie artykułySprzedaż

System zamówień online dla restauracji bez prowizji - czy się opłaca

Ile naprawdę oddajesz agregatorom, jak policzyć realny koszt prowizji 25-30% i co musi mieć własny system zamówień online bez prowizji, żeby zadziałał.

Zespół Rostmenu · 28 lipca 2026 · 9 min czytania

System zamówień online dla restauracji bez prowizji to temat, do którego większość właścicieli dojrzewa w bólach - zwykle w dniu, w którym pierwszy raz uważnie czytają miesięczne rozliczenie od agregatora. Na koncie ląduje przelew, ale między obrotem a wypłatą znika jedna czwarta utargu, czasem więcej. Przy marżach, jakie realnie osiąga polska gastronomia, oznacza to, że lokal na części zamówień z portali nie zarabia nic albo wręcz do nich dokłada.

Agregatory nie są złem wcielonym - dają dostęp do gości, których lokal sam by nie pozyskał, i biorą na siebie marketing oraz technologię. Problem zaczyna się wtedy, gdy portal staje się jedynym kanałem sprzedaży, a lokal płaci pełną prowizję również od zamówień stałych gości, którzy i tak zamówiliby właśnie tu. To tak, jakby płacić pośrednikowi za sprowadzanie klienta, który stoi już w drzwiach.

W tym artykule liczymy na konkretnych kwotach, ile naprawdę kosztuje sprzedaż przez agregatory, co musi mieć własny kanał zamówień, żeby goście chcieli z niego korzystać, i jak krok po kroku przenosić stałych klientów tam, gdzie cała marża zostaje w lokalu.

Ile naprawdę kosztują prowizje agregatorów

Standardowe prowizje portali z jedzeniem w Polsce mieszczą się w przedziale 25-30% wartości zamówienia przy dostawie realizowanej przez portal, a przy odbiorze własnym lub dowozie lokalu bywa to kilkanaście procent. Do tego dochodzą koszty mniej widoczne: opłaty za płatności online, wyższa pozycja w wynikach wyszukiwania portalu za dodatkową opłatą, obowiązkowe udziały w promocjach typu darmowa dostawa, które finansuje częściowo restaurator.

Ale prowizja to dopiero początek rachunku. Zamówienie w dowozie wymaga opakowań - przy estetycznym pakowaniu to 3-6 zł na zamówienie. Wielu restauratorów podnosi ceny na portalach o 10-20%, żeby odzyskać część prowizji, ale to działa tylko do pewnego progu, powyżej którego gość porównujący oferty wybiera tańszego sąsiada. No i rzecz najcenniejsza, którą oddaje się bez faktury: dane. Lokal nie wie, kto zamówił, nie może podziękować, zaprosić ponownie ani zbudować relacji - klient należy do portalu, nie do restauracji.

25-30%

typowa prowizja agregatorów od wartości zamówienia z dostawą w Polsce - przy marży netto lokalu rzędu 10-15% oznacza to sprzedaż po kosztach albo poniżej

Matematyka 25-30% - policzmy na realnym przykładzie

Weźmy pizzerię z obrotem 40 000 zł miesięcznie z zamówień online, w całości przez agregator z prowizją 27%. Portal potrąca 10 800 zł. Opakowania do tych zamówień to około 1500 zł. Udział w promocjach portalu - załóżmy skromnie 500 zł. Łącznie 12 800 zł miesięcznie, ponad 153 000 zł rocznie. To równowartość pensji dwóch pracowników z płacą minimalną, która w 2026 roku wynosi około 4900 zł brutto - albo całkiem porządnego remontu sali co roku.

Teraz wariant mieszany: połowa tych zamówień pochodzi od stałych gości, którzy znają lokal i zamówiliby tak czy inaczej. Gdyby ta połowa przeszła na własny kanał, lokal płaciłby prowizję tylko od zamówień nowych klientów: 5400 zł zamiast 10 800 zł. Różnica 5400 zł miesięcznie to więcej, niż kosztuje jakikolwiek abonament na system zamówień - nawet po doliczeniu opłat za płatności online, które przy własnym kanale wynoszą zwykle 1-2% wartości transakcji, a nie 27%.

  • Prowizja 27% od 40 000 zł obrotu: 10 800 zł miesięcznie.
  • Opakowania i dodatki do zamówień w dowozie: około 1500 zł.
  • Udział lokalu w promocjach portalu: 300-800 zł.
  • Podwyżka cen na portalu maskuje część kosztu, ale zniechęca porównujących gości.
  • Brak bazy klientów: każde kolejne zamówienie tego samego gościa znów kosztuje pełną prowizję.
  • Dla porównania: własny kanał to abonament plus 1-2% za płatności online.

Co musi mieć system zamówień online bez prowizji

Własny kanał wygra z portalem tylko wtedy, gdy zamawianie będzie równie wygodne. Gość nie przejdzie na stronę lokalu z sentymentu - przejdzie, jeśli będzie tam szybciej, taniej albo przyjemniej. Dlatego lista wymagań jest twarda: menu, które dobrze wygląda na telefonie, najlepiej ze zdjęciami lub wideo dań, zamówienie w maksymalnie kilku dotknięciach bez zakładania konta, płatność BLIK-iem lub kartą, jasna informacja o czasie dostawy i strefie dowozu.

Do tego zaplecze, którego gość nie widzi: powiadomienia o nowych zamówieniach, które kuchnia na pewno zauważy, możliwość ustawienia stref i minimalnej wartości zamówienia, godziny przyjmowania zamówień zsynchronizowane z godzinami kuchni, oraz - to często niedoceniane - program lojalnościowy. Pieczątki lub cashback za zamówienia z własnego kanału dają gościowi konkretny powód, żeby nie wracać na portal. Systemy abonamentowe w rodzaju Rostmenu łączą te elementy w jednym narzędziu: menu wideo, zamówienia online bez prowizji od sprzedaży, lojalność i strona lokalu z własną domeną.

  1. Karta czytelna na telefonie, ze zdjęciami i aktualnymi cenami - to fundament, nie dodatek.
  2. Zamówienie bez rejestracji i instalowania aplikacji - każda przeszkoda to porzucone koszyki.
  3. Płatności online: BLIK, karta, ewentualnie gotówka przy odbiorze.
  4. Strefy dowozu i minimalna wartość zamówienia ustawiane samodzielnie.
  5. Pewny kanał powiadomień dla kuchni - zamówienie, którego nikt nie zauważył, to najgorsza reklama.
  6. Program lojalnościowy premiujący zamawianie bezpośrednio w lokalu.
  7. Statystyki: kto zamawia, co, jak często - wiedza, której portal nigdy nie odda.

Agregator vs własny system - porównanie

Zestawienie poniżej pokazuje, że to nie jest wybór albo-albo. To dwa narzędzia o różnych rolach: portal sprowadza nowych gości, własny kanał obsługuje powracających. Problemy zaczynają się, gdy lokal używa drogiego narzędzia do taniego zadania.

KryteriumAgregatorWłasny system zamówień
Koszt od zamówienia25-30% wartości przy dostawie portalu0% prowizji, 1-2% za płatność online
Koszt stałybrak lub niskiabonament, zwykle 100-300 zł miesięcznie
Dane klientówzostają w portaluzostają w lokalu
Nowi gościeduży zasięg, główna siła portalutrzeba ich przyprowadzić samemu
Kontrola nad markąprofil wśród setek konkurentówpełna - własna strona i domena
Promocje i lojalnośćna warunkach portaluwłasne zasady, pieczątki, cashback
Konkurencja o gościasąsiedzi wyświetlani obok twojej ofertybrak - gość widzi tylko twój lokal
Ryzykozmiana prowizji lub regulaminu z dnia na dzieńodpowiedzialność za promocję kanału

Wniosek z tabeli jest praktyczny: strategią większości lokali nie powinno być zejście z portali, tylko zmiana proporcji. Portal jako płatna reklama dla nowych gości - własny system zamówień online bez prowizji jako domyślny kanał dla wszystkich, którzy lokal już znają.

Jak przenosić gości do własnego kanału

Gość z portalu nie wie zwykle nawet, że lokal ma własny kanał zamówień - i nikt mu o tym nie powie, bo portal nie ma w tym interesu. Przenoszenie zaczyna się więc od komunikacji w miejscach, które lokal kontroluje: opakowanie, paragon, social media, witryna, rozmowa przy wydawaniu zamówienia.

Najskuteczniejszy mechanizm to konkretna korzyść pierwszego zamówienia: ulotka w każdym pakowanym zamówieniu z kodem QR i komunikatem w stylu „zamów następnym razem bezpośrednio - 15% rabatu na start”. Rabat 15% brzmi hojnie, ale kosztuje mniej niż połowa prowizji, którą lokal i tak oddałby portalowi za to samo zamówienie. Od drugiego zamówienia pracuje program lojalnościowy: pieczątki, co dziesiąta pizza gratis, cashback na kolejne zakupy - cokolwiek, co daje odpowiedź na pytanie gościa „a co ja z tego mam”.

Drugi filar to widoczność w Google. Gość szukający lokalu po nazwie musi trafić na stronę z możliwością zamówienia, a nie na profil w portalu jako pierwszy wynik. Wizytówka Google z linkiem do własnych zamówień, aktualne godziny, zdjęcia - to darmowa infrastruktura, którą zaskakująco wiele lokali zostawia odłogiem, a która przechwytuje najcenniejszy ruch: ludzi szukających konkretnie ciebie.

Przez trzy lata traktowałem portal jak oczywistość - płaciłem i nie liczyłem. Kiedy w końcu usiadłem do liczb, wyszło, że oddaję rocznie równowartość samochodu dostawczego. Ulotki z kodem rabatowym w każdym pudełku przeniosły mi w pół roku około 40% stałych klientów na zamówienia bezpośrednie. Portal został, ale już tylko jako łapacz nowych.

- Właściciel pizzerii, Poznań (przykład)

Ile to kosztuje i kiedy się zwraca

Koszty własnego kanału są przewidywalne: abonament za system zamówień (zwykle 100-300 zł miesięcznie w zależności od pakietu), opłaty operatora płatności rzędu 1-2% transakcji, jednorazowo druk ulotek i naklejek z kodami QR oraz budżet na rabaty powitalne. Nawet licząc szczodrze, całość rzadko przekracza 600-800 zł miesięcznie przy aktywnej promocji kanału.

Zwrot liczy się prosto: każde zamówienie za 60 zł przeniesione z portalu na własny kanał zostawia w lokalu dodatkowe 14-16 zł. Wystarczy 40-50 przeniesionych zamówień miesięcznie - nieco ponad jedno dziennie - żeby pokryć wszystkie koszty systemu. Wszystko powyżej to czysty odzysk marży. Lokal robiący 300 zamówień online miesięcznie, który przeniesie połowę, odzyskuje rocznie kilkadziesiąt tysięcy złotych.

Warto przy tym mierzyć postęp: liczba zamówień bezpośrednich tydzień do tygodnia, procent gości wracających, wykorzystanie kodów rabatowych z ulotek. Bez pomiaru łatwo uznać po miesiącu, że „nie działa” - podczas gdy przenoszenie nawyków gości to proces na dwa-trzy kwartały, nie na dwa tygodnie.

Plan przejścia na 90 dni

Żeby cała ta teoria zamieniła się w przelewy, potrzebny jest plan z datami. Poniższy harmonogram sprawdza się w lokalach, które robią od kilkudziesięciu do kilkuset zamówień online miesięcznie - tempo można skalować, kolejności lepiej nie zmieniać.

  1. Tydzień 1-2: uruchom system, wprowadź kartę ze zdjęciami, ustaw strefy dowozu i płatności. Przetestuj pełną ścieżkę zamówienia na kilku telefonach.
  2. Tydzień 3: wydrukuj ulotki z kodem QR i rabatem na pierwsze zamówienie bezpośrednie. Od tego dnia ulotka trafia do każdego wydawanego opakowania, bez wyjątków.
  3. Tydzień 4: zaktualizuj wizytówkę Google, social media i witrynę - wszędzie link do własnych zamówień jako pierwszy wybór.
  4. Miesiąc 2: włącz program lojalnościowy i poinformuj o nim przy każdym zamówieniu. Zbieraj zgody na kontakt zgodnie z RODO - sprawdź aktualne wymogi.
  5. Miesiąc 2-3: przeglądaj co tydzień trzy liczby: zamówienia bezpośrednie, wykorzystane kody z ulotek, powroty gości. Poprawiaj to, co nie rośnie.
  6. Koniec miesiąca 3: decyzja o proporcjach - czy ograniczyć widoczność na portalu, czy zostawić go jako łapacz nowych gości przy obecnych ustawieniach.

Najczęstszy moment zwątpienia przychodzi w szóstym tygodniu: ulotki wychodzą, a zamówienia bezpośrednie to wciąż kilkanaście procent. To normalne - gość musi zobaczyć komunikat kilka razy, zanim zmieni nawyk. Lokale, które wytrzymują do końca kwartału bez zmiany strategii, niemal zawsze widzą krzywą idącą w górę. Te, które co dwa tygodnie zmieniają koncepcję, zostają z niczym.

Własny kanał to też marketing, którego portal ci nie da

Jest jeszcze jeden wymiar tej decyzji, rzadko liczony w złotówkach: własny kanał zamówień buduje aktywa, które zostają w firmie. Baza kontaktów gości, którzy wyrazili zgodę na komunikację, to narzędzie sprzedaży w martwe dni - deszczowy wtorek przestaje być stracony, jeśli możesz ogłosić stałym gościom promocję na dowóz. Portal nigdy nie odda ci tej możliwości, bo jego model polega na tym, że to on decyduje, komu pokazać twoją ofertę i za ile.

Do tego dochodzi wizerunek. Na portalu twoja pizzeria to jeden z trzydziestu kafelków, różniący się od sąsiadów głównie ceną i czasem dostawy - konkurujesz dokładnie tym, czym konkurować nie chcesz. Własna strona z zamówieniami to przestrzeń, gdzie działa wszystko, co buduje markę: historia lokalu, zdjęcia zespołu, wideo z kuchni, opinie gości. Gość, który zamawia bezpośrednio, pamięta nazwę twojego lokalu, a nie nazwę aplikacji, w której cię znalazł.

Wreszcie odporność. Lokal, którego sprzedaż online w stu procentach zależy od jednego portalu, jest zakładnikiem cudzego cennika - podwyżka prowizji o pięć punktów procentowych albo zmiana algorytmu widoczności potrafi z dnia na dzień zabrać kilkanaście procent marży i nie ma na to żadnej rady poza podpisaniem nowych warunków. Dwa kanały to nie podwójna praca, tylko pozycja negocjacyjna: portal, który wie, że możesz sobie pozwolić na mniejszą widoczność, rozmawia inaczej.

Najczęstsze błędy przy uruchamianiu własnego kanału

  • Uruchomienie systemu i czekanie - bez ulotek, rabatu startowego i komunikacji goście nie mają skąd się dowiedzieć.
  • Karta gorsza niż na portalu: bez zdjęć, z nieaktualnymi cenami - gość porówna i wróci tam, gdzie wygodniej.
  • Wyższe ceny we własnym kanale niż na portalu - powinno być dokładnie odwrotnie.
  • Brak pewnych powiadomień o zamówieniach - jedno zgubione zamówienie niszczy zaufanie na długo.
  • Zejście z portali z dnia na dzień - odcina dopływ nowych gości, zanim własny kanał okrzepnie.
  • Brak programu powrotów - rabat ściąga gościa raz, lojalność zatrzymuje go na lata.

Największy błąd jest jednak mentalny: traktowanie własnego kanału jako projektu technicznego, a nie sprzedażowego. System zamówień online dla restauracji bez prowizji to narzędzie - działa dokładnie tak mocno, jak mocno lokal o nim opowiada. Naklejka na drzwiach, zdanie przy wydawaniu każdego zamówienia, post w social mediach co tydzień: to te drobiazgi przenoszą gości, nie sama technologia.

Dobrą praktyką jest wyznaczenie jednej osoby odpowiedzialnej za kanał bezpośredni - tak jak ktoś odpowiada za zamówienia towaru czy grafik. Ta osoba pilnuje, żeby ulotki nie skończyły się w połowie miesiąca, żeby ceny w karcie zgadzały się z kasą, żeby kody rabatowe działały, a statystyki były przeglądane co tydzień. W lokalach, gdzie kanał bezpośredni jest „wspólny, czyli niczyj”, entuzjazm pierwszego miesiąca rozmywa się szybciej, niż goście zdążą zmienić nawyki.

I jeszcze jedno zastrzeżenie praktyczne: zanim wystartujesz z rabatami i promocjami, sprawdź, jak rozliczać je księgowo, i upewnij się, że regulamin promocji jest zgodny z aktualnymi przepisami konsumenckimi - zasady informowania o cenach i obniżkach bywają korygowane, więc warto potwierdzić szczegóły u księgowej zamiast kopiować regulamin od konkurencji. To godzina pracy, która chroni przed niepotrzebnymi problemami.

Najczęstsze pytania

Czy własny system zamówień naprawdę jest bez prowizji?+

Od sprzedaży - tak: płacisz stały abonament niezależny od obrotu. Jedyny koszt zmienny to opłata operatora płatności online, zwykle 1-2% transakcji, czyli kilkanaście razy mniej niż prowizja agregatora. Przy płatności gotówką lub kartą przy odbiorze nie ma nawet tego.

Czy powinienem całkiem zrezygnować z agregatorów?+

Zwykle nie od razu. Rozsądna strategia to zmiana proporcji: portal pracuje jako reklama ściągająca nowych gości, a własny kanał obsługuje powracających. Dopiero gdy baza stałych klientów jest mocna, część lokali ogranicza portale do minimum albo z nich schodzi.

Jak przekonać gości do zamawiania bezpośrednio?+

Konkretną korzyścią: rabat na pierwsze zamówienie bezpośrednie, program pieczątek lub cashback na kolejne, niższe ceny niż na portalu. Do tego komunikacja w każdym punkcie kontaktu - ulotka w opakowaniu, kod QR na paragonie, informacja w social mediach i wizytówce Google.

Co z dostawą, skoro portal miał własnych kurierów?+

Opcje są trzy: własny kierowca (opłacalny przy większej liczbie zamówień dziennie), firmy kurierskie realizujące pojedyncze dostawy dla gastronomii, albo model hybrydowy - odbiór własny i dowóz tylko w wąskiej strefie. Wiele lokali zaczyna od odbioru własnego z rabatem, który i tak kosztuje mniej niż prowizja.

Ile trwa przeniesienie stałych gości na własny kanał?+

Realny horyzont to dwa-trzy kwartały systematycznej komunikacji. Pierwsze efekty - zwykle kilkanaście procent zamówień bezpośrednich - widać po miesiącu lub dwóch, jeśli w każdym zamówieniu z portalu wychodzi ulotka z rabatem, a lokal konsekwentnie promuje kanał we wszystkich punktach kontaktu.

Czy mała gastronomia bez dowozu też skorzysta?+

Tak - zamówienia online to także odbiór własny i zamawianie przy stoliku. Gość zamawia i płaci z telefonu w drodze do lokalu, odbiera bez czekania. Znika prowizja, a lokal buduje bazę kontaktów i nawyki, które procentują przy każdej kolejnej wizycie.

Gotów pokazać dania w akcji?

Załóż konto Rostmenu, dodaj pierwsze dania i wygeneruj kod QR. 30 dni za darmo.

Wypróbuj za darmo

Czytaj dalej