Dostępność cyfrowa menu: co EAA zmienia w karcie pod kodem QR
Od 28 czerwca 2025 roku obowiązuje polska ustawa wdrażająca Europejski Akt o Dostępności, a część lokali ma nowe obowiązki wobec karty online. Sprawdź, czy dotyczy to Ciebie i co poprawić w tym tygodniu.
Zespół Rostmenu · 6 września 2026 · 16 min czytania
Dostępność cyfrowa menu przestała być tematem dla dużych sieci i stała się pytaniem, na które musi odpowiedzieć każdy właściciel lokalu przyjmującego zamówienia przez internet. Od 28 czerwca 2025 roku obowiązuje w Polsce ustawa wdrażająca Europejski Akt o Dostępności, a razem z nią całkiem konkretne wymagania wobec stron, aplikacji i kart dań, które gość otwiera w telefonie przy stoliku.
Ten tekst nie jest straszakiem. Kontrole i kary to najmniej ciekawa część tej historii, bo w gastronomii i tak wszystko sprowadza się do rachunku. Znacznie ciekawsze jest to, że wymagania dostępności pokrywają się w dziewięćdziesięciu procentach z listą rzeczy, które i tak psują Ci sprzedaż: szary tekst, którego nie widać na tarasie, przycisk, w który nie da się trafić, i karta w PDF, którą trzeba przybliżać palcami.
Poniżej rozkładam to na części. Kto podlega, a kto nie i dlaczego definicja mikroprzedsiębiorstwa jest tu najważniejszym zdaniem. Co WCAG 2.1 na poziomie AA znaczy w praktyce dla karty pod kodem QR, punkt po punkcie i w wartościach, które da się sprawdzić. Jak zrobić rzetelny test własnego menu w kwadrans i o co zapytać dostawcę, zanim podpiszesz kolejną umowę.
Co się właściwie wydarzyło i od kiedy
Europejski Akt o Dostępności to unijna dyrektywa, którą każde państwo wdrażało własną ustawą. W Polsce jest to ustawa o zapewnianiu spełniania wymagań dostępności niektórych produktów i usług przez podmioty gospodarcze, obowiązująca od 28 czerwca 2025 roku. Nie stworzyła osobnego, polskiego standardu technicznego. Odsyła do europejskich wymagań dostępności, które w praktyce sprowadzają się do WCAG 2.1 na poziomie AA, czyli tego samego zestawu zasad, którym od lat podlegają strony urzędów.
Dla gastronomii kluczowe jest jedno zdanie z tej układanki. Jeżeli lokal oferuje zamawianie przez internet albo przez aplikację mobilną, jego interfejsy muszą spełniać wymagania dostępności. I nie chodzi wyłącznie o nowe wdrożenia. Rozwiązanie, które działało wcześniej i nadal jest oferowane gościom po 28 czerwca 2025 roku, podlega tym samym zasadom. Argument „ale my mamy tę stronę od czterech lat” nie zmienia niczego.
Od razu rozdziel dwie sytuacje, bo w rozmowach ciągle się zlewają w jedno. Karta dań wyświetlana pod kodem QR wyłącznie do oglądania to co innego niż interfejs, w którym gość kompletuje koszyk, wybiera dostawę i płaci. Regulacja celuje przede wszystkim w tę drugą sytuację, czyli w handel elektroniczny. Gdzie dokładnie przebiega granica przy Twoim konkretnym rozwiązaniu, rozstrzygnie prawnik patrzący na Twoją stronę, a nie artykuł w internecie.
Kogo to dotyczy, a kogo nie
Mikroprzedsiębiorstwa świadczące usługi zostały z tego obowiązku wyłączone. Definicję warto znać na pamięć, bo to ona decyduje o wszystkim: mniej niż 10 pracowników oraz roczny obrót albo suma bilansowa nieprzekraczające 2 mln euro. Pięcioosobowe bistro z obrotem 900 tys. zł rocznie mieści się w tej definicji bez cienia wątpliwości. Lokal, który w sezonie dobija do dwunastu osób na umowach, już się w niej nie mieści.
Poniższa tabela pokazuje pięć typowych układów, z jakimi spotykasz się w polskiej gastronomii. Ostatnia kolumna jest najważniejsza, bo w każdym z tych przypadków jest coś sensownego do zrobienia, niezależnie od tego, czy formalnie podlegasz ustawie, czy nie.
| Kto | Czy podlega | Dlaczego | Co zrobić |
|---|---|---|---|
| Mikro bez zamówień online: 5 osób, karta QR tylko do oglądania | Najprawdopodobniej nie | Mikroprzedsiębiorstwo usługowe jest wyłączone, a sama prezentacja karty to nie sprzedaż przez internet | Potwierdź status u księgowej i zrób minimum: kontrast, większy tekst, alty przy zdjęciach |
| Mikro z zamówieniami online: 5 osób, koszyk i płatność na własnej stronie | Granica jest cienka, sprawdź z prawnikiem | Wyłączenie dotyczy mikro świadczących usługi, ale sprzedaż przez internet bywa kwalifikowana osobno | Nie czekaj na spór. Doprowadź interfejs do WCAG 2.1 AA, to i tak kilka dni pracy |
| Lokal na 15 osób z zamówieniami online i dowozem | Tak | Próg zatrudnienia przekroczony, więc wyłączenie dla mikro nie ma zastosowania | Audyt strony i karty, poprawki, informacja o dostępności usługi w stopce |
| Sieć trzech lokali prowadzonych w jednej spółce | Tak | Progi liczy się dla całego podmiotu, nie dla pojedynczego adresu | Popraw szablon jeden raz, zadziała we wszystkich lokalach naraz |
| Hotel z restauracją i rezerwacją pokoi online | Tak, w praktyce zawsze | Rezerwacja online to sprzedaż przez internet, a hotel rzadko mieści się w definicji mikro | Jeden standard dla rezerwacji, karty dań i zamówień do pokoju |
Traktuj tę tabelę jako mapę, nie jako opinię prawną. Status Twojego lokalu, czyli czy naprawdę jesteś mikroprzedsiębiorcą i czy Twoja strona faktycznie przyjmuje zamówienia, potwierdź z prawnikiem albo z księgową, najlepiej na piśmie. To rozmowa na dwadzieścia minut i jedna z tańszych rzeczy, jakie możesz zrobić w tym kwartale.
Druga sprawa jest ważniejsza od formalnej kwalifikacji. Zwolnienie z obowiązku nie jest zwolnieniem ze zdrowego rozsądku. Gość, który nie odczyta Twojej karty, nie sprawdzi najpierw, ilu masz pracowników i jaki miałeś obrót. Po prostu odłoży telefon i zamówi to, co zna, albo wyjdzie do lokalu obok.
WCAG 2.1 AA w praktyce, czyli co to znaczy dla karty w telefonie
Standard brzmi groźnie, bo ma kilkadziesiąt kryteriów i język napisany przez inżynierów dla inżynierów. Dla karty dań pod kodem QR realnie liczy się siedem rzeczy. Każdą da się sprawdzić samemu, bez audytora i bez płatnych narzędzi.
Kontrast tekstu do tła: minimum 4,5:1
To najczęściej łamana zasada w gastronomii i jednocześnie najłatwiejsza do naprawienia. Zwykły tekst musi mieć kontrast co najmniej 4,5:1 wobec tła, a duży tekst, czyli od około 24 px albo 19 px w wersji pogrubionej, co najmniej 3:1. Problem polega na tym, że jasnoszary na białym wygląda w projekcie elegancko, a w telefonie po prostu znika.
Konkretne liczby, żebyś miał punkt odniesienia. Szarość #999999 na białym tle daje 2,85:1 i nie przechodzi. #767676 na białym daje 4,54:1 i przechodzi z zapasem kilku setnych. Jeżeli Twój grafik użył jasnej szarości na opisy dań, na gramaturę albo na starą cenę przy promocji, prawie na pewno jesteś poniżej progu. To samo dotyczy białego napisu położonego wprost na zdjęciu dania: bez ciemnej nakładki kontrast zmienia się z kadru na kadr i przy jasnym talerzu spada praktycznie do zera.
Rozmiar tekstu i powiększanie bez rozsypania układu
W WCAG nie ma przepisu w stylu „czcionka ma mieć 16 px”. Jest za to wymóg, żeby tekst dało się powiększyć do 200 procent bez utraty treści i funkcji. W praktyce oznacza to dwie rzeczy naraz. Startowy rozmiar tekstu na telefonie powinien wynosić co najmniej 16 px, bo poniżej tej wartości gość zaczyna wizytę od przybliżania. I układ musi przeżyć powiększenie: nazwa dania nie może się uciąć w połowie, cena nie może wyjechać poza kafelek, a przycisk zamówienia nie może schować się pod krawędzią ekranu.
Najczęstsza przyczyna awarii to sztywne wysokości kontenerów oraz zakaz skalowania wpisany w znacznik viewport. Jeżeli w kodzie strony siedzi user-scalable=no albo maximum-scale=1, gość nie powiększy karty palcami i masz problem niezależnie od reszty ustawień. Poproś dostawcę o usunięcie tego. To dosłownie jedna linijka i pięć minut roboty.
Elementy klikalne: minimum 44 na 44 piksele
Każdy przycisk, link, filtr i strzałka w karuzeli muszą mieć obszar dotyku nie mniejszy niż 44 na 44 piksele. Chodzi o obszar aktywny, nie o samą grafikę, więc ikonka może mieć 20 px, jeżeli wokół niej jest padding dopełniający do wymaganego rozmiaru. Dodatkowo dwa klikalne elementy nie powinny stykać się bliżej niż 8 px, bo wtedy gość ze starszymi dłońmi albo w rękawiczkach trafia w sąsiedni przycisk.
Zestaw, który pęka najczęściej i który sprawdź jako pierwszy: krzyżyk zamykający wideo w rogu ekranu, strzałki przewijania kategorii, przełącznik języka w nagłówku i minus przy zmniejszaniu liczby sztuk w koszyku. Wszystkie cztery bywają projektowane jako małe z założenia, bo „mają nie przeszkadzać”.
Podpisy dla czytnika ekranu i alty przy zdjęciach dań
Gość niewidomy albo słabowidzący korzysta z VoiceOver na iPhonie lub TalkBack na Androidzie. Czytnik odczytuje to, co jest w kodzie, a nie to, co widać na ekranie. Jeżeli przycisk zamówienia to sama ikona koszyka bez etykiety, czytnik powie „przycisk” i na tym koniec. Jeżeli zdjęcie pierogów nie ma atrybutu alt, przeczyta nazwę pliku, czyli coś w rodzaju „IMG 4021 kopia 2”.
Alt przy zdjęciu dania nie musi być literaturą. „Pierogi ruskie z podsmażaną cebulą, sześć sztuk na talerzu” w zupełności wystarczy. Złą praktyką jest wpychanie w alt nazwy lokalu i słów kluczowych pod Google, bo czytnik odczyta to przy każdym zdjęciu i po pięciu pozycjach gość zamknie kartę. Jeżeli w panelu nie ma pola na alt, to jest wada narzędzia, a nie Twoje niedopatrzenie.
Znaczenie nie może wynikać wyłącznie z koloru
Czerwona papryczka bez podpisu, zielona kropka przy pozycjach wegańskich, żółte tło przy daniach w promocji. Dla osoby z zaburzeniami widzenia barw, a różne ich odmiany dotyczą około ośmiu procent mężczyzn, ta informacja po prostu nie istnieje. Zasada jest prosta: kolor może wzmacniać komunikat, ale nie może być jego jedynym nośnikiem.
Naprawa zajmuje kwadrans na całą kartę. Obok papryczki dopisz „ostre”, obok listka „wegańskie”, przy przecenionej pozycji „promocja”. Jeżeli nie chcesz zaśmiecać kafelka tekstem, dodaj przynajmniej etykietę dla czytnika ekranu i zrób w karcie legendę z podpisami. Zysk poza przepisami jest natychmiastowy: przestajesz odpowiadać na pytanie „a ta jedna papryczka to znaczy bardzo ostre, czy tylko trochę?”.
Nawigacja z klawiatury i widoczny fokus
Przy karcie w telefonie brzmi to absurdalnie, ale ma dwa całkiem realne zastosowania. Po pierwsze, część gości otwiera Twoje menu na laptopie, planując zamówienie na wynos albo firmowy obiad dla ośmiu osób. Po drugie, osoby z niepełnosprawnością ruchową korzystają z przełączników i zewnętrznych klawiatur sparowanych z telefonem.
Test jest banalny. Otwórz stronę na komputerze i przejdź całą ścieżkę zamówienia samym tabulatorem, bez dotykania myszy. Przez cały czas musisz widzieć, gdzie jesteś: obramowanie, podświetlenie, cokolwiek widocznego. Jeżeli ktoś wpisał w arkuszu stylów outline: none i nie dał nic w zamian, fokus znika i zamówienie staje się niemożliwe. Drugi klasyk to okno z wideo, z którego nie da się wyjść klawiszem Escape.
Wideo bez automatycznego dźwięku
Wideo startujące z dźwiękiem łamie zasady dostępności i jednocześnie jest wrogiem publicznym numer jeden na sali. Automatyczne odtwarzanie bez dźwięku jest w porządku, pod warunkiem że gość może je zatrzymać. Jeżeli materiał trwa dłużej niż pięć sekund i chodzi w pętli, musi mieć widoczny przycisk pauzy.
Druga zasada bywa pomijana, a jest ważniejsza. Informacja krytyczna nie może istnieć wyłącznie na wideo. Skład dania, alergeny, gramatura i cena muszą stać w tekście obok materiału. Wideo ma budować apetyt, a nie przenosić dane, których czytnik ekranu nie odczyta i których gość nie znajdzie, przewijając film w hałaśliwej sali.
Poniżej sześć błędów, które w polskich kartach cyfrowych widać najczęściej, razem z realnym kosztem naprawy. Żaden z nich nie wymaga przepisywania systemu od zera.
| Błąd w karcie | Co widzi gość | Poprawka | Ile zajmuje |
|---|---|---|---|
| Opisy dań w jasnej szarości #999999 | Na tarasie w słońcu tekst przestaje istnieć | Zmiana koloru na #595959 albo ciemniejszy | 15 minut |
| Zdjęcia bez atrybutu alt | Czytnik czyta nazwę pliku zamiast nazwy dania | Uzupełnianie altu przy dodawaniu pozycji | 2 minuty na danie |
| Krzyżyk zamykający wideo 24 na 24 px | Gość trafia w tło, film leci dalej | Powiększenie obszaru dotyku do 44 na 44 px | pół dnia dewelopera |
| user-scalable=no w kodzie strony | Karty nie da się powiększyć palcami | Usunięcie jednego atrybutu z nagłówka | 5 minut |
| Ostrość oznaczona samą papryczką | Daltonista nie odróżnia jednej od trzech | Dopisek „średnio ostre” obok ikony | godzina na całą kartę |
| Karta udostępniana jako plik PDF | Trzeba przybliżać, czytnik gubi kolejność | Przejście na kartę w HTML | dzień na przeniesienie treści |
Dlaczego PDF pod kodem QR to najgorszy możliwy wybór
Jeżeli Twój kod QR prowadzi do pliku PDF, masz jednocześnie problem prawny i problem sprzedażowy. Zacznijmy od tego drugiego, bo to on płaci rachunki.
PDF zaprojektowano do druku i zachowuje się jak kartka papieru. Na ekranie sześciocalowego telefonu wyświetla się w całości, czyli w skali, w której litery mają efektywnie cztery albo pięć pikseli wysokości. Gość przybliża palcami, przesuwa w bok, gubi wers, wraca do góry, żeby sprawdzić nazwę kategorii. Po trzeciej takiej operacji odkłada telefon i pyta kelnera, co poleca, czyli zamawia to samo, co zawsze, zwykle z dolnej półki cenowej.
Od strony dostępności jest jeszcze gorzej. PDF wyeksportowany z Canvy albo z Worda to najczęściej jeden wielki obraz albo plik pozbawiony struktury znaczników. Czytnik ekranu nie ma czego czytać albo odczytuje kolumny w losowej kolejności, mieszając nazwy dań z cenami z sąsiedniej sekcji. Nie da się też zmienić rozmiaru tekstu, bo układ jest przybity na sztywno. Istnieje standard PDF/UA, czyli dostępny PDF ze znacznikami, tylko że jego przygotowanie wymaga InDesigna i kompetencji, których w zespole nie ma nikt, a powtarzać trzeba je przy każdej zmianie ceny.
- Typowa karta w PDF waży 4-8 MB i przy słabym zasięgu w ogródku ładuje się kilkanaście sekund.
- Zmiana jednej ceny to nowy eksport, nowy upload i nadzieja, że gość nie ma starej wersji w pamięci przeglądarki.
- Google praktycznie nie promuje plików PDF, więc karta nie pracuje na Twoją widoczność w wynikach lokalnych.
- Nie dowiesz się, które pozycje gość oglądał, a których nawet nie otworzył, bo plik nie zbiera żadnych danych.
- Danie, które skończyło się o piętnastej, zostaje w pliku do wieczora, a kelner przeprasza przy każdym stoliku.
Alternatywa nie jest droga. Zwykła strona w HTML spełnia wymagania dostępności niemal automatycznie, o ile ktoś pomyślał przy niej o kontraście, rozmiarach przycisków i altach. Narzędzia do menu cyfrowego, Rostmenu też, mają te rzeczy wbudowane, ale i tak przejdź test u siebie. Domyślne ustawienia dostawcy nie przenoszą odpowiedzialności z Ciebie na niego.
Sprawdź własne menu w 15 minut i za zero złotych
Nie zaczynaj od audytu za 6 tys. zł. Zacznij od testu, który zrobisz sam po zamknięciu lokalu. Wykonaj kroki po kolei i zapisuj wszystko na jednej kartce.
- Ustaw w telefonie największy rozmiar czcionki (iPhone: Ustawienia, Ekran i jasność, Rozmiar tekstu; Android: Ustawienia, Wyświetlacz, Rozmiar czcionki) i otwórz swoją kartę. Jeżeli cokolwiek się ucina, nakłada albo wypada poza ekran, masz pierwszą listę poprawek.
- Włącz VoiceOver na iPhonie albo TalkBack na Androidzie i spróbuj z zamkniętymi oczami dojść do zamówienia jednej pozycji. To najbardziej brutalne i najbardziej pouczające pięć minut z całego testu.
- Wrzuć kolory swojej karty do darmowej sprawdzarki kontrastu, na przykład WebAIM Contrast Checker. Potrzebujesz kodu koloru tekstu i tła. Sprawdź trzy pary: opis dania, cenę i napis na przycisku zamówienia.
- Wyjdź z telefonem na taras w pełnym słońcu koło trzynastej. To nie jest test dla żartu: jasnoszary tekst, który w środku wygląda przyzwoicie, na zewnątrz znika kompletnie.
- Daj telefon rodzicom albo komukolwiek po sześćdziesiątce i poproś, żeby zamówili zupę i deser. Nie podpowiadaj, nie tłumacz, tylko notuj, w którym miejscu się zatrzymują i o co pytają.
- Zbierz wszystko w jedną listę i wyślij dostawcy menu albo osobie, która robiła Ci stronę. Trzy czwarte znalezionych rzeczy to zmiany kolorów i odstępów, czyli godziny pracy, a nie tygodnie.
O co zapytać dostawcę menu albo firmę od strony
Rozmowę handlową prowadź na konkretach, nie na deklaracjach. Sześć pytań poniżej wystarczy, żeby odróżnić narzędzie przygotowane od takiego, które dopiero zacznie się przygotowywać na Twój koszt.
- Czy Wasz interfejs był sprawdzany pod kątem WCAG 2.1 na poziomie AA i czy dostanę z tego raport, choćby jednostronicowy?
- Jaki kontrast mają domyślne motywy? Proszę o konkretne wartości dla opisu dania i dla ceny, a nie o zapewnienie, że jest w porządku.
- Czy w panelu jest pole na alt do zdjęcia dania i czy da się wymusić jego wypełnienie przed publikacją pozycji?
- Czy oznaczenia diety i ostrości mają podpisy tekstowe, czy to wyłącznie kolorowe ikony bez etykiet?
- Czy całą ścieżkę zamówienia da się przejść z klawiatury i czy fokus jest widoczny na każdym kroku?
- Czy wideo startuje wyciszone, da się je zatrzymać, a skład i alergeny są dostępne w tekście poza materiałem wideo?
Odpowiedzi w stylu „oczywiście, wszystko jest dostosowane” nie przyjmuj na słowo. Poproś o adres działającego menu innego klienta i przejdź na nim te same testy, które opisałem wyżej. Kwadrans sprawdzania przed podpisem oszczędza rok tłumaczenia się po podpisie.
To nie jest wyłącznie temat prawny
Zostaw na chwilę ustawę i policz sam, ilu Twoich gości realnie ma trudność z odczytaniem karty w telefonie.
Osoby po pięćdziesiątce mają prezbiopię praktycznie bez wyjątku, a po sześćdziesiątce dochodzi do tego spadek wrażliwości na kontrast. To nie jest wąska grupa. W wielu lokalach, zwłaszcza poza ścisłymi centrami dużych miast, to znaczna część gości w porze obiadowej, i akurat ta część, która zamawia przystawkę, danie główne i deser, a nie samo danie dnia z wodą z kranu.
Do tego dochodzą sytuacje, w których ograniczony jest kontekst, a nie człowiek. Słońce na letnim ogródku zabiera połowę czytelności ekranu. Okulary zostały w samochodzie. W sali gra muzyka, więc wideo z lektorem nie niesie żadnej informacji. Ręka jest mokra po umyciu albo zgrabiała po wejściu z mrozu i palec nie trafia w przycisk wielkości 30 na 30 pikseli. Każda z tych rzeczy przydarza się w Twoim lokalu kilkanaście razy dziennie.
2-4 zł
typowa różnica w średnim rachunku między kartą czytelną a taką, przy której gość odpuszcza deser albo dodatek - przy 60 rachunkach dziennie to 3,5-7 tys. zł miesięcznie
Efekt widać w kasie, nie w deklaracjach. Gość, który bez wysiłku czyta opis, częściej wychodzi poza bezpieczne zamówienie i sięga po pozycję, której nie zna. Gość, który mruży oczy, pyta kelnera i bierze schabowego. Różnica między tymi dwiema sytuacjami to jest właśnie ta rozmowa o dostępności, tylko nazwana po ludzku.
„Zmieniliśmy kolor opisów z szarego na ciemny i powiększyliśmy przyciski. Przez dwa tygodnie nikt przy stoliku nie zapytał, co oznacza ta papryczka. Nie spodziewałem się, że to takie proste.”
Od czego zacząć w przyszły poniedziałek
Kolejność jest ważniejsza niż budżet. Jeżeli zrobisz to w tej kolejności, większość pracy wykonasz sam i za darmo, a płatną pomoc kupisz tylko tam, gdzie jest naprawdę potrzebna.
- Ustal status formalny: poproś księgową o potwierdzenie, czy mieścisz się w definicji mikroprzedsiębiorstwa, i sprawdź, czy Twoja strona faktycznie przyjmuje zamówienia, czy tylko pokazuje kartę.
- Zrób piętnastominutowy test opisany wyżej i spisz wyniki na jednej kartce. Dostaniesz konkretną listę zamiast ogólnego niepokoju po przeczytaniu artykułu o karach.
- Napraw kontrast i rozmiary elementów klikalnych. To zwykle około 80 procent wszystkich problemów i zwykle jeden dzień pracy po stronie dostawcy.
- Uzupełnij alty przy zdjęciach i podpisy przy ikonach diety. Rób to przy okazji comiesięcznej aktualizacji karty, po kilka pozycji dziennie, zamiast blokować sobie cały weekend.
- Dopiero na końcu, jeżeli podlegasz ustawie i sprzedajesz przez internet, zamów zewnętrzne sprawdzenie i opublikuj informację o dostępności swojej usługi.
Jeżeli okaże się, że nie podlegasz, wykonaj kroki od drugiego do czwartego mimo wszystko. Kosztują dwa popołudnia, a zwracają się przy pierwszym stoliku, przy którym nikt nie musi prosić kelnera o przeczytanie karty na głos.
Czy karta dań pod kodem QR, bez możliwości zamówienia, podlega ustawie?+
Sama prezentacja karty to nie jest sprzedaż przez internet, więc typowe menu QR do oglądania zwykle znajduje się poza zakresem regulacji. Granica robi się cienka, gdy pod kartą jest formularz rezerwacji, zamówienie na wynos albo przycisk płatności. Ponieważ każde wdrożenie wygląda inaczej, zakwalifikowanie swojego rozwiązania potwierdź z prawnikiem, a nie na forum branżowym.
Prowadzę bistro na pięć osób. Jestem zwolniony i mogę o tym zapomnieć?+
Formalnie mikroprzedsiębiorstwa świadczące usługi są wyłączone, o ile mieścisz się w definicji: mniej niż 10 pracowników oraz obrót albo suma bilansowa do 2 mln euro. Status potwierdź z księgową, bo sezonowe zatrudnienie potrafi niepostrzeżenie przesunąć Cię ponad próg. Niezależnie od formalności zrób minimum: kontrast, większe przyciski i podpisy przy ikonach. To dwie godziny pracy, które widać w rachunkach.
Ile kosztuje doprowadzenie menu do WCAG 2.1 AA?+
Jeżeli korzystasz z gotowego narzędzia do menu cyfrowego, najczęściej nie kosztuje nic poza Twoim czasem na uzupełnienie altów i podpisów. Przy stronie robionej na zamówienie poprawki kontrastu, rozmiarów dotyku i fokusu to zwykle jeden do trzech dni pracy dewelopera. Pełny audyt zewnętrzny z raportem zaczyna się wyżej i ma sens dopiero wtedy, gdy naprawiłeś już rzeczy oczywiste.
Czy kary są realne i kto to kontroluje?+
Ustawa przewiduje nadzór organów rynkowych i sankcje finansowe, a postępowanie może ruszyć również ze skargi konsumenta. Konkretnych widełek kwotowych nie podam z pamięci i odradzam opieranie decyzji na liczbach krążących po internecie. To jest dokładnie to pytanie, które warto zadać prawnikowi obsługującemu Twoją spółkę.
Czy muszę mieć deklarację dostępności taką jak urzędy?+
Deklaracja dostępności w formie znanej ze stron urzędowych wynika z innej ustawy, adresowanej do podmiotów publicznych. Przedsiębiorcy objęci nowymi przepisami mają natomiast obowiązek informacyjny o tym, jak ich usługa spełnia wymagania dostępności, i w praktyce realizuje się go krótką sekcją w regulaminie albo w stopce strony. Zakres i brzmienie tej informacji ustal z prawnikiem, bo to element dokumentacji, a nie tekst marketingowy.
Czy Pyszne.pl albo Glovo załatwiają tę sprawę za mnie?+
Za dostępność własnej aplikacji odpowiada operator platformy i to jest jego zadanie. Twoja odpowiedzialność zaczyna się tam, gdzie gość wchodzi na Twoją stronę, Twoją kartę pod kodem QR i Twój formularz zamówienia. Poza tym oddanie całej sprzedaży online platformie kosztuje typowo 25-30 procent prowizji od zamówienia, więc to raczej argument za własnym kanałem niż przeciwko niemu.
Mam kartę w PDF i nie chcę tego zmieniać. Da się to uratować?+
Da się przygotować dostępny PDF w standardzie PDF/UA, ale to praca dla osoby z InDesignem, powtarzana od nowa przy każdej zmianie ceny czy wycofaniu dania. Zwykła strona w HTML wychodzi taniej już za pierwszym razem i nie kosztuje nic przy kolejnych aktualizacjach. Jeżeli mimo wszystko zostajesz przy PDF, trzymaj obok niego wersję tekstową karty na stronie, żeby czytnik ekranu miał co odczytać.
Dostępność cyfrowa menu wygląda na temat prawny, a jest tematem operacyjnym. Ustawa wyznaczyła tylko termin i minimum. Reszta to decyzje, które podejmujesz i tak co miesiąc: jaki kolor ma opis dania, jak duży jest przycisk zamówienia, czy zdjęcie ma podpis i czy gość musi przybliżać kartę palcami, zanim cokolwiek przeczyta.
Zrób ten piętnastominutowy test w najbliższy spokojny wieczór. Prawdopodobnie znajdziesz cztery albo pięć rzeczy, z czego trzy poprawisz sam w panelu jeszcze tego samego dnia. A status swojego lokalu wobec przepisów potwierdź z księgową albo prawnikiem, zanim zrobi to za Ciebie ktoś z zewnątrz.
Gotów pokazać dania w akcji?
Załóż konto Rostmenu, dodaj pierwsze dania i wygeneruj kod QR. 30 dni za darmo.
Wypróbuj za darmo